CIEKAWOSTKI O FOTOGRAFII
Uzdrawiająca moc aktu
Melisa Whitworth
Idea kryjąca się za tym, co nazywa się teraz "fototerapią", jest prosta: odsłoń się przed obiektywem fotografa, któremu ufasz, a zobaczysz swoje życie w odmienny sposób. Jak powiedziała jedna z kobiet, z którymi robiłam wywiad do tego artykułu: – Jeśli potrafisz stanąć przed światem nago, co innego może być ci straszne? W czasopiśmie "Glamour" jest w tym miesiącu artykuł o kobietach, które pozowały do zdjęć nago, by przezwyciężyć lub uczcić coś istotnego w swym życiu. Wiem o tym, bo sama napisałam ten tekst i jestem jedną z nagich kobiet, których zdjęcia tam zamieszczono.
Pomysł powstał po tym, jak pozowałam dla mojej przyjaciółki, która jest fotografką, Circe Hamilton. Dwa lata temu skończyłam trzydzieści lat i po dłuższym namyśle zaproponowałam, że będę jej pozować do następnego aktu. 37-letnia Hamilton zrobiła zdjęcia setkom nagich kobiet, jej prace są wystawiane w całym Londynie i USA, a w przygotowaniu jest książkowy album z fotografiami.
Dlaczego się na to zdecydowałam? Chciałam uchwycić wygląd mojego ciała w jego szczytowej formie, przed urodzeniem dzieci. Uznałam, że jest w tym coś śmiałego i szokującego – moje najbliższe przyjaciółki wyrażały podziw i mówiły, że żałują, iż nie mają dość odwagi, by zrobić to samo.
Po drugie, chciałam wymyśleć jakiś ciekawy prezent na urodziny dla mojego męża. I wreszcie, chciałam udowodnić coś samej sobie: po dzieciństwie spędzonym nad czasopismami z modą i oglądaniu nieznośnie doskonałych – i przeraźliwie chudych – modelek chciałam pokazać, że każda kobieta może być tak samo piękna.
W dzień sesji zdjęciowej Circe i ja wynajęłyśmy pokój w Mercer Hotel na Manhattanie. To tam Russell Crowe w przypływie złości rzucił telefonem w menedżera, a Kate Moss znalazła schronienie po ujawnieniu przez tabloidy jej słabości do kokainy, tak więc hotel ten wydawał się nawykły do skandali.
Zamówiłyśmy butelkę wina i zaczęłam zrzucać swoje ubranie. Nagle jednak minęła mi ekscytacja tym przedsięwzięciem i zaczęłam się denerwować. Rozebrałam się do mojego granatowego stanika i majtek, usiłując przekonać samą siebie, że nie różni się to wcale od chodzenia w bikini na wakacjach. Ale to nie było to samo. Ta sytuacja była dużo bardziej intymna.
Circe wyczuła moje wahanie. – Wyciągnij na bok ramiona, rozpuść włosy, zdejmij stanik i odrzuć go – powiedziała. Jak robot zrobiłam to, co mi kazała. Zanim się zorientowałam, paradowałam nago, a aparat pstrykał. Już po sesji dziwiłam się, że się bałam i zastanawiałam się, dlaczego nie zdecydowałam się na to wcześniej. Nie zdawałam sobie natomiast sprawy, że ta sesja była częścią szerszego trendu, znanego w świecie psychoanalizy.
Fototerapię zapoczątkowała Ellen Fisher Turk, fotografka z Nowego Jorku. Dowiedziałam o jej pracach poświęconych ofiarom przemocy, chorym na raka i osobom, które utraciły dziecko lub kogoś bliskiego. Zaczęła to przedsięwzięcie 15 lat temu, kiedy jej przyjaciółka została zgwałcona i chciała znaleźć jakiś sposób na odzyskanie kontroli nad swoim ciałem.
– Bez ubrania jesteś całkowicie bezbronna – mówi Fisher Turk. – Przeżywamy wówczas bardzo emocjonalne reakcje. Takie fotografie są narzędziami pozwalającymi pokonać trudności i traumy. Te obrazy wchodzą do naszego umysłu, naszej świadomości w inne miejsce niż myśli i wspomnienia. Dzięki możliwości zobaczenia siebie w inny sposób możemy też zmienić swoje samopoczucie. Kobiety, które decydują się na moją metodę, są bardzo odważne. Ich umysły obawiają się, że aparat uchwyci ich niepokój o własny wygląd. Ja fotografuję, szukając tego, co w ich ciałach jest naturalne i piękne, i staram się to pokazać.
– Fototerapia mnie zaintrygowała – mówi Corrie Jackson, redaktorka "Glamour". – Koncepcja obnażenia się i stawienia czoła swoim lękom jest bardzo sugestywna. Wiedziałam, że czytelniczki zrozumieją, o co w tym chodzi i rzeczywiście ich reakcje okazały się bardzo żywe.
W moim przypadku reakcje też były bardzo żywe – nawet ze strony moich kolegów, którzy widzieli te zdjęcia (nikt się nie podśmiewał, przynajmniej nie w mojej obecności, ale i tak nie przejmowałabym się tym). Jeden z nich powiedział, że ta fotografia przypomniała mu pewien artykuł o portrecie, na którym Lucian Freud uwiecznił swego bliskiego przyjaciela, krytyka sztuki. – Ten krytyk był zdumiony, kiedy zobaczył portret: Freud wydobył tę stronę jego osobowości, która miała być dobrze ukryta. Freud obnażył go emocjonalnie. Być może musimy zobaczyć taką stronę samych siebie, by siebie pokochać.
Ale prawdziwy powód, dla którego zgodziłam się na publikację tych zdjęć, jest prosty. Jak mogłabym prosić inne kobiety, by odsłoniły się i nie mieć odwagi zrobić tego samego? Rozmawiałam z kobietami, które pracowały z Hamilton i Fisher Turk. Dowiedziałam się nieco o ofiarach gwałtu i kazirodztwa, o chorych na raka i anoreksję, o osobach cierpiących na choroby zniekształcające figurę i przeżywających innego rodzaju traumy.
Historia Eileen, która straciła swoje dziecko, Roberta Gabriela, wzruszyła mnie do łez. Fisher Turk pomogła Eileen uporać się z tragedią noszenia w łonie dziecka, o którym wiadomo było, że po urodzeniu nie przeżyje więcej niż kilku minut. Odwaga, z jaką opowiedziała o tym publicznie, była inspirująca. Jeśli ona potrafiła pokazać światu to, co było dla niej najbardziej bolesne, uznałam, że ja też mogę to zrobić.
Do Fisher Turk przysłano kiedyś kobietę cierpiącą na ciężką anoreksję, której lekarze uznali, że nie mogą jej już pomóc. Kobieta ta, nazwijmy ją Alice, musiała zacząć zdrowieć, ponieważ groziła jej śmierć. Potrzeba było dwóch miesięcy patrzenia na swoje fotografie, żeby Alice zrozumiała prawdę: nie jest gruba, zostały z niej tylko skóra i kości, i wkrótce może umrzeć.
Pewnego dnia, kiedy Alice przechodziła obok lustra w swojej sypialni, po raz pierwszy zobaczyła to, co widzieli wszyscy inni. Jak sama mówi, zdała sobie sprawę, że jej ciało wygląda, jak gdyby była głodzona w obozie koncentracyjnym. Nogi ugięły się pod nią i upadła. Dopiero wtedy, gdy po raz pierwszy zobaczyła, jak jest naprawdę, mogła zacząć jeść i przybierać na wadze.
Dla wielu kobiet, które nie są chore, fototerapia jest szansą na wyrwanie się z monotonii życia codziennego. Jak mówi Hamilton, dla niektórych modelek jest to szansa, by "mieć swoją chwilę z dala od ich zabieganego życia, płaczących dzieci, pracy, obowiązków domowych i rodziny".
Abigail Tallis, edytorka fotografii pracująca jako wolny strzelec w Londynie, powiedziała po zobaczeniu moich zdjęć: – Sądzę, że jednym z głównych powodów, dla których jest to tak niezwykłe doświadczenie, może być to, że kobiety tak naprawdę nie przyglądają się sobie uważnie. Dla niektórych pięć minut makijażu to wszystko. Sesje zdjęciowe pozwalają im naprawdę ocenić siebie. Światło jest sprzyjające, mają zrobione fryzury i makijaż – to już poprawia samopoczucie. Towarzyszy im ekipa, która stara się, by wyglądały świetnie, a bycie po raz pierwszy w centrum pozytywnej uwagi bardzo dodaje pewności siebie. Większość kobiet jest zdumiona, gdy później patrzą na siebie i odzyskują poczucie własnej tożsamości i przekonanie do tego, jak prezentują się światu.
Dla mnie ta sesja nie była sposobem na uporanie się z jakimś strasznym doświadczeniem z mojego życia – choć być może upływ lat można za coś takiego uznać. Jestem zachwycona, że mam zdjęcia, które uwieczniły mnie w kwiecie wieku, ale zdaję sobie też sprawę, że zdjęcia nago to nie tylko kwestia estetyki czy zrobienie czegoś odważnego. Wiem teraz, że dla niektórych kobiet oznacza to możliwość zmiany życia, a w niektórych przypadkach wybawienia od nieprzezwyciężalnej w inny sposób rozpaczy.
Najlepsi fotograficy twierdzą, że nie ma osób, którym nie dałoby się zrobić wspaniałych zdjęć.
Jest to na swój sposób pocieszające, bo w myśl tego twierdzenia każda z nas ma szanse na rewelacyjne ujęcia. Tylko jak się do tego zabrać? Zastanówmy się więc przez chwilę, co składa się na zdjęcia, które oceniamy jako znakomite – im mniej elementów pozostawimy przypadkowi, tym większa szansa na sukces. Jeśli przyjrzeć się efektom najlepszych sesji, dojdziemy do wniosku, że są one wynikiem doskonałej pracy zarówno fotografa, jak i modelki. Zaufanie do fotografa to podstawa, ale zastanówmy się, co możemy same zrobić, by powstałe zdjęcia zachwycały? O makijażu i stylizacji wspomniano już w innych artykułach, tutaj skupimy się na trudnej sztuce pozowania. Spytamy o radę profesjonalistkę.
Przede wszystkim odłóżmy między bajki stwierdzenie, że najlepsze zdjęcia wychodzą z zaskoczenia. Może i czasami trafiają się dobre, ale są to fotografie reportażowe, z zasady się różniące od sesyjnych i jako takie rządzą się zupełnie innymi prawami. Jak więc zachować się mamy, gdy już zdecydowałyśmy się pozować? Modelka musi być po trosze aktorką. Każde zdjęcie opowiada jakąś historię i wszystkie jego elementy muszą być z nią spójne. Dlatego trudno podpowiedzieć gotowe pozy czy konfiguracje, można jednak podpowiedzieć kilka zasad, które będą pomocne i w miarę uniwersalne. Wyraziste rysy twarzy, czyli – nie cofajmy głowy. Wciskamy wtedy niejako brodę w szyję, robiąc sobie gustowny drugi podbródek, rozmywamy kontur twarzy... zamiast tego wyciągnijmy szyję w górę i pochylmy minimalnie głowę do przodu. Pozycja ta wyda się pewnie dość nienaturalna, ale sprawdza się na zdjęciach. Naturalny wyraz twarzy – paradoksalnie często usztywniamy się na widok aparatu – niepotrzebnie! „Najlepszym patentem są lekko rozchylone usta – radzi Basia, modelka znana z wielu sesji reklamowych i pokazów - dla tych, którzy mają trudności – uśmiechnąć się bardzo lekko z zamkniętymi ustami a potem w tym uśmiechu je lekko rozchylić”.
Bardziej plastyczna, wyrazista twarz? Spróbuj ustawić się inaczej niż na wprost w stosunku do aparatu. Nie każdy lubi fotografować się z profilu, ale lekki półprofil zdecydowanie lepiej zda egzamin. Spójrz na coś położonego lekko z boku fotografa. Na coś konkretnego - to jest ważne, bo nigdy nie będzie ładne zdjęcie modelki o pustym spojrzeniu. Skupiony wzrok jest bardziej rzeczywisty i wygląda naturalniej. Warto o tym pamiętać. Kolejna rzecz to ułożenie ramion – oj, wszyscy pamiętamy z dzieciństwa te wieczne upominania, aby się nie garbić! Czas znowu wziąć je sobie do serca. Nie ściągajmy ramion do siebie, nie garbmy się. To zawsze wygląda nieatrakcyjnie. Wiele z nas ma problem z rękami – co z nimi zrobić? Na pewno nie wykonywać sztucznych gestów. Dobrze jest zająć je czymś – torebką, czy choćby trzymanym w dłoni liściem. Trudną umiejętnością jest włączenie gestów dłoni do stylizacji, ale jeżeli czujemy się pewnie, możemy się o to pokusić. Przede wszystkim jednak pamiętajmy o pozach zakazanych – nie zakładamy rąk, nie krzyżujemy ich przed sobą, nie obejmujemy tułowia. Jest to najlepsza metoda, żeby wyglądać na osobę zamkniętą i ponurą, a to z kolei raczej nie jest wizerunek, jaki większość z nas chciałaby zaprezentować. Nie chowajmy tez dłoni ani nie stawajmy na baczność. Basia poleca ustawienie rąk w jakikolwiek asymetryczny sposób np. jedna delikatnie położona na biodrze a druga wzdłuż ciała, dotykającą dłonią uda.
Wiele z nas niechętnie odnosi się do propozycji fotografowania całej sylwetki w pozycji stojącej. Często jest to spowodowane niezadowoleniem z kształtu bioder, brzucha lub nóg. Na to też jest rada – i to często stosowana wśród największego formatu gwiazd – skrzyżuj nogi, a wiele wad ich budowy przestanie być widoczne. Pamiętać należy także, żeby nie ustawiać ich z piętami na zewnątrz – nadaje to infantylny i pretensjonalny wyraz każdej modelce. Dobrym pomysłem jest natomiast postawienie jednej nogi nieco przed drugą i lekkie ugięcie jej w kolanie. Basia poleca również odstawienie jednej zgiętej nogi lekko w bok, co dodaje sylwetce lekkości. Jeśli modelka siedzi, a chce optycznie wydłużyć i wyszczuplić łydki – powinna założyć nogę na nogę i ustawić je lekko ukośnie. Jeżeli chodzi o biodra, to ich wizualne wysmuklenie jest bardzo proste – muszą być ustawione nie na wprost fotografa, jedno powinno być przesunięte nieco do przodu, a drugie odrobinę cofnięte. Uważajmy również, aby nie wysunąć ich nadmiernie do przodu – chyba że marzymy o efekcie wypukłego brzucha... I przy tym wszystkim jeszcze należy zachować naturalność... brzmi jak żart?
Nikt nie powiedział, że sztuka właściwego pozowania jest łatwa. Co więcej, nie zapewni ona właściwych efektów, jeżeli nawali wizażystka lub fotograf nie będzie miał na sesję pomysłu. Jeśli jednak mamy całą oprawę sesji zapewnioną przez profesjonalistów, to możemy pomóc im uzyskać doskonałe efekty, a w rezultacie cieszyć się wspaniałymi zdjęciami, pamiętając o powyższych wskazówkach.
Dlaczego się na to zdecydowałam? Chciałam uchwycić wygląd mojego ciała w jego szczytowej formie, przed urodzeniem dzieci. Uznałam, że jest w tym coś śmiałego i szokującego – moje najbliższe przyjaciółki wyrażały podziw i mówiły, że żałują, iż nie mają dość odwagi, by zrobić to samo.
Po drugie, chciałam wymyśleć jakiś ciekawy prezent na urodziny dla mojego męża. I wreszcie, chciałam udowodnić coś samej sobie: po dzieciństwie spędzonym nad czasopismami z modą i oglądaniu nieznośnie doskonałych – i przeraźliwie chudych – modelek chciałam pokazać, że każda kobieta może być tak samo piękna.
W dzień sesji zdjęciowej Circe i ja wynajęłyśmy pokój w Mercer Hotel na Manhattanie. To tam Russell Crowe w przypływie złości rzucił telefonem w menedżera, a Kate Moss znalazła schronienie po ujawnieniu przez tabloidy jej słabości do kokainy, tak więc hotel ten wydawał się nawykły do skandali.
Zamówiłyśmy butelkę wina i zaczęłam zrzucać swoje ubranie. Nagle jednak minęła mi ekscytacja tym przedsięwzięciem i zaczęłam się denerwować. Rozebrałam się do mojego granatowego stanika i majtek, usiłując przekonać samą siebie, że nie różni się to wcale od chodzenia w bikini na wakacjach. Ale to nie było to samo. Ta sytuacja była dużo bardziej intymna.
Circe wyczuła moje wahanie. – Wyciągnij na bok ramiona, rozpuść włosy, zdejmij stanik i odrzuć go – powiedziała. Jak robot zrobiłam to, co mi kazała. Zanim się zorientowałam, paradowałam nago, a aparat pstrykał. Już po sesji dziwiłam się, że się bałam i zastanawiałam się, dlaczego nie zdecydowałam się na to wcześniej. Nie zdawałam sobie natomiast sprawy, że ta sesja była częścią szerszego trendu, znanego w świecie psychoanalizy.
Fototerapię zapoczątkowała Ellen Fisher Turk, fotografka z Nowego Jorku. Dowiedziałam o jej pracach poświęconych ofiarom przemocy, chorym na raka i osobom, które utraciły dziecko lub kogoś bliskiego. Zaczęła to przedsięwzięcie 15 lat temu, kiedy jej przyjaciółka została zgwałcona i chciała znaleźć jakiś sposób na odzyskanie kontroli nad swoim ciałem.
– Bez ubrania jesteś całkowicie bezbronna – mówi Fisher Turk. – Przeżywamy wówczas bardzo emocjonalne reakcje. Takie fotografie są narzędziami pozwalającymi pokonać trudności i traumy. Te obrazy wchodzą do naszego umysłu, naszej świadomości w inne miejsce niż myśli i wspomnienia. Dzięki możliwości zobaczenia siebie w inny sposób możemy też zmienić swoje samopoczucie. Kobiety, które decydują się na moją metodę, są bardzo odważne. Ich umysły obawiają się, że aparat uchwyci ich niepokój o własny wygląd. Ja fotografuję, szukając tego, co w ich ciałach jest naturalne i piękne, i staram się to pokazać.
– Fototerapia mnie zaintrygowała – mówi Corrie Jackson, redaktorka "Glamour". – Koncepcja obnażenia się i stawienia czoła swoim lękom jest bardzo sugestywna. Wiedziałam, że czytelniczki zrozumieją, o co w tym chodzi i rzeczywiście ich reakcje okazały się bardzo żywe.
W moim przypadku reakcje też były bardzo żywe – nawet ze strony moich kolegów, którzy widzieli te zdjęcia (nikt się nie podśmiewał, przynajmniej nie w mojej obecności, ale i tak nie przejmowałabym się tym). Jeden z nich powiedział, że ta fotografia przypomniała mu pewien artykuł o portrecie, na którym Lucian Freud uwiecznił swego bliskiego przyjaciela, krytyka sztuki. – Ten krytyk był zdumiony, kiedy zobaczył portret: Freud wydobył tę stronę jego osobowości, która miała być dobrze ukryta. Freud obnażył go emocjonalnie. Być może musimy zobaczyć taką stronę samych siebie, by siebie pokochać.
Ale prawdziwy powód, dla którego zgodziłam się na publikację tych zdjęć, jest prosty. Jak mogłabym prosić inne kobiety, by odsłoniły się i nie mieć odwagi zrobić tego samego? Rozmawiałam z kobietami, które pracowały z Hamilton i Fisher Turk. Dowiedziałam się nieco o ofiarach gwałtu i kazirodztwa, o chorych na raka i anoreksję, o osobach cierpiących na choroby zniekształcające figurę i przeżywających innego rodzaju traumy.
Historia Eileen, która straciła swoje dziecko, Roberta Gabriela, wzruszyła mnie do łez. Fisher Turk pomogła Eileen uporać się z tragedią noszenia w łonie dziecka, o którym wiadomo było, że po urodzeniu nie przeżyje więcej niż kilku minut. Odwaga, z jaką opowiedziała o tym publicznie, była inspirująca. Jeśli ona potrafiła pokazać światu to, co było dla niej najbardziej bolesne, uznałam, że ja też mogę to zrobić.
Do Fisher Turk przysłano kiedyś kobietę cierpiącą na ciężką anoreksję, której lekarze uznali, że nie mogą jej już pomóc. Kobieta ta, nazwijmy ją Alice, musiała zacząć zdrowieć, ponieważ groziła jej śmierć. Potrzeba było dwóch miesięcy patrzenia na swoje fotografie, żeby Alice zrozumiała prawdę: nie jest gruba, zostały z niej tylko skóra i kości, i wkrótce może umrzeć.
Pewnego dnia, kiedy Alice przechodziła obok lustra w swojej sypialni, po raz pierwszy zobaczyła to, co widzieli wszyscy inni. Jak sama mówi, zdała sobie sprawę, że jej ciało wygląda, jak gdyby była głodzona w obozie koncentracyjnym. Nogi ugięły się pod nią i upadła. Dopiero wtedy, gdy po raz pierwszy zobaczyła, jak jest naprawdę, mogła zacząć jeść i przybierać na wadze.
Dla wielu kobiet, które nie są chore, fototerapia jest szansą na wyrwanie się z monotonii życia codziennego. Jak mówi Hamilton, dla niektórych modelek jest to szansa, by "mieć swoją chwilę z dala od ich zabieganego życia, płaczących dzieci, pracy, obowiązków domowych i rodziny".
Abigail Tallis, edytorka fotografii pracująca jako wolny strzelec w Londynie, powiedziała po zobaczeniu moich zdjęć: – Sądzę, że jednym z głównych powodów, dla których jest to tak niezwykłe doświadczenie, może być to, że kobiety tak naprawdę nie przyglądają się sobie uważnie. Dla niektórych pięć minut makijażu to wszystko. Sesje zdjęciowe pozwalają im naprawdę ocenić siebie. Światło jest sprzyjające, mają zrobione fryzury i makijaż – to już poprawia samopoczucie. Towarzyszy im ekipa, która stara się, by wyglądały świetnie, a bycie po raz pierwszy w centrum pozytywnej uwagi bardzo dodaje pewności siebie. Większość kobiet jest zdumiona, gdy później patrzą na siebie i odzyskują poczucie własnej tożsamości i przekonanie do tego, jak prezentują się światu.
Dla mnie ta sesja nie była sposobem na uporanie się z jakimś strasznym doświadczeniem z mojego życia – choć być może upływ lat można za coś takiego uznać. Jestem zachwycona, że mam zdjęcia, które uwieczniły mnie w kwiecie wieku, ale zdaję sobie też sprawę, że zdjęcia nago to nie tylko kwestia estetyki czy zrobienie czegoś odważnego. Wiem teraz, że dla niektórych kobiet oznacza to możliwość zmiany życia, a w niektórych przypadkach wybawienia od nieprzezwyciężalnej w inny sposób rozpaczy.
Źródło: Daily Telegraph
/ onet.pl
Tajemna sztuka pozowania do zdjęć
Najlepsi fotograficy twierdzą, że nie ma osób, którym nie dałoby się zrobić wspaniałych zdjęć.
Jest to na swój sposób pocieszające, bo w myśl tego twierdzenia każda z nas ma szanse na rewelacyjne ujęcia. Tylko jak się do tego zabrać? Zastanówmy się więc przez chwilę, co składa się na zdjęcia, które oceniamy jako znakomite – im mniej elementów pozostawimy przypadkowi, tym większa szansa na sukces. Jeśli przyjrzeć się efektom najlepszych sesji, dojdziemy do wniosku, że są one wynikiem doskonałej pracy zarówno fotografa, jak i modelki. Zaufanie do fotografa to podstawa, ale zastanówmy się, co możemy same zrobić, by powstałe zdjęcia zachwycały? O makijażu i stylizacji wspomniano już w innych artykułach, tutaj skupimy się na trudnej sztuce pozowania. Spytamy o radę profesjonalistkę.
Przede wszystkim odłóżmy między bajki stwierdzenie, że najlepsze zdjęcia wychodzą z zaskoczenia. Może i czasami trafiają się dobre, ale są to fotografie reportażowe, z zasady się różniące od sesyjnych i jako takie rządzą się zupełnie innymi prawami. Jak więc zachować się mamy, gdy już zdecydowałyśmy się pozować? Modelka musi być po trosze aktorką. Każde zdjęcie opowiada jakąś historię i wszystkie jego elementy muszą być z nią spójne. Dlatego trudno podpowiedzieć gotowe pozy czy konfiguracje, można jednak podpowiedzieć kilka zasad, które będą pomocne i w miarę uniwersalne. Wyraziste rysy twarzy, czyli – nie cofajmy głowy. Wciskamy wtedy niejako brodę w szyję, robiąc sobie gustowny drugi podbródek, rozmywamy kontur twarzy... zamiast tego wyciągnijmy szyję w górę i pochylmy minimalnie głowę do przodu. Pozycja ta wyda się pewnie dość nienaturalna, ale sprawdza się na zdjęciach. Naturalny wyraz twarzy – paradoksalnie często usztywniamy się na widok aparatu – niepotrzebnie! „Najlepszym patentem są lekko rozchylone usta – radzi Basia, modelka znana z wielu sesji reklamowych i pokazów - dla tych, którzy mają trudności – uśmiechnąć się bardzo lekko z zamkniętymi ustami a potem w tym uśmiechu je lekko rozchylić”.
Bardziej plastyczna, wyrazista twarz? Spróbuj ustawić się inaczej niż na wprost w stosunku do aparatu. Nie każdy lubi fotografować się z profilu, ale lekki półprofil zdecydowanie lepiej zda egzamin. Spójrz na coś położonego lekko z boku fotografa. Na coś konkretnego - to jest ważne, bo nigdy nie będzie ładne zdjęcie modelki o pustym spojrzeniu. Skupiony wzrok jest bardziej rzeczywisty i wygląda naturalniej. Warto o tym pamiętać. Kolejna rzecz to ułożenie ramion – oj, wszyscy pamiętamy z dzieciństwa te wieczne upominania, aby się nie garbić! Czas znowu wziąć je sobie do serca. Nie ściągajmy ramion do siebie, nie garbmy się. To zawsze wygląda nieatrakcyjnie. Wiele z nas ma problem z rękami – co z nimi zrobić? Na pewno nie wykonywać sztucznych gestów. Dobrze jest zająć je czymś – torebką, czy choćby trzymanym w dłoni liściem. Trudną umiejętnością jest włączenie gestów dłoni do stylizacji, ale jeżeli czujemy się pewnie, możemy się o to pokusić. Przede wszystkim jednak pamiętajmy o pozach zakazanych – nie zakładamy rąk, nie krzyżujemy ich przed sobą, nie obejmujemy tułowia. Jest to najlepsza metoda, żeby wyglądać na osobę zamkniętą i ponurą, a to z kolei raczej nie jest wizerunek, jaki większość z nas chciałaby zaprezentować. Nie chowajmy tez dłoni ani nie stawajmy na baczność. Basia poleca ustawienie rąk w jakikolwiek asymetryczny sposób np. jedna delikatnie położona na biodrze a druga wzdłuż ciała, dotykającą dłonią uda.
Wiele z nas niechętnie odnosi się do propozycji fotografowania całej sylwetki w pozycji stojącej. Często jest to spowodowane niezadowoleniem z kształtu bioder, brzucha lub nóg. Na to też jest rada – i to często stosowana wśród największego formatu gwiazd – skrzyżuj nogi, a wiele wad ich budowy przestanie być widoczne. Pamiętać należy także, żeby nie ustawiać ich z piętami na zewnątrz – nadaje to infantylny i pretensjonalny wyraz każdej modelce. Dobrym pomysłem jest natomiast postawienie jednej nogi nieco przed drugą i lekkie ugięcie jej w kolanie. Basia poleca również odstawienie jednej zgiętej nogi lekko w bok, co dodaje sylwetce lekkości. Jeśli modelka siedzi, a chce optycznie wydłużyć i wyszczuplić łydki – powinna założyć nogę na nogę i ustawić je lekko ukośnie. Jeżeli chodzi o biodra, to ich wizualne wysmuklenie jest bardzo proste – muszą być ustawione nie na wprost fotografa, jedno powinno być przesunięte nieco do przodu, a drugie odrobinę cofnięte. Uważajmy również, aby nie wysunąć ich nadmiernie do przodu – chyba że marzymy o efekcie wypukłego brzucha... I przy tym wszystkim jeszcze należy zachować naturalność... brzmi jak żart?
Nikt nie powiedział, że sztuka właściwego pozowania jest łatwa. Co więcej, nie zapewni ona właściwych efektów, jeżeli nawali wizażystka lub fotograf nie będzie miał na sesję pomysłu. Jeśli jednak mamy całą oprawę sesji zapewnioną przez profesjonalistów, to możemy pomóc im uzyskać doskonałe efekty, a w rezultacie cieszyć się wspaniałymi zdjęciami, pamiętając o powyższych wskazówkach.
Źródło: http://www.jockerparty.com/